Wracałam włąsnie z sobotnich zakupów gdy zauważyłam, ze moją bramę zastawia małe starodawne autko przyosdobione gustownymi bukietami w stylu retro... zaklęłam nieładnie ale postanowiłam nie dać się ponieść emocjom i wysiadłam aby wyjaśnić tą sprawę. z nieba mimo popołudniowej godziny nadal leje się żar a ja muszę dusic się w moim autku tuz obok domu, w którym matka klimatyzacja dba o komfort? Tak więc podeszłam do w miarę kompetentnie wygądającego mężczyzny i grzecznie pytam" czy mógłby pan przestawić auto ponieważ blokuje moją bramę?" W odpowiedzi tylko otrzymałam kpiace uniesienie brwi i zupełnie aroganckie zignorowanie mnie. Wtedy z podwórka sąsiadów wychodzi a w zasadzie wybiega kamerzysta... za nim dostojnym krokiem odprowadzani graną na akordeonie jakąś wiejską melodią wychodzą oni... bohaterowie dnia. Ona: ufryzowana jak pudel w sukni przypominającej bezę, z bukietem który jest niewiele mniejszy od sukni z welonem ciagnącym się po trawie i uśmiechem godnym reklamy pasty do zębów. On: mniej entuzjastyczny obejmuje ją idąc jak skazaniec na szafot... idealny grafitowy garnitur precyzyjnie przycięte włosy i wypastowane buty. za nimi idą świadkowie. młoda dziewczyna w zwiewnej różowej sukience ze swoimi blond włosami i zarumienioną cerą przypomina niebezpiecznie Miss Piggy, obok niej kopia pana młodego. Zapewne jego młodszy brat. Zatem cała ta grupka zbliża się do auta blokującego moją bramę... następuje oficjalne zapakowanie młodej do środka co wcale nie wydaje się być proste ze względu na rozmiar jej sukni. " mogli wynająć limuzynę" rzucam złośliwie na co gburowaty kierowca parska śmiechem. w końcu odjeżdżają... wsiadam do autka i wjeżdżam do garażu. Teraz zastanawiam się co właściwie popycha ludzi do małżeństwa. Miłość? Hmm naukowcy twierdzą, że to tylko efekt wzajemnej chemii, o której tyle się mówi a potem to już tylko przywiązanie. Kilka miesięcy przygotowań dla kilku godzin zabawy i komplementów na temat urody panny młodej. Złoty interes, który kwitnie od wieków. Nie mam nic przeciwko temu, że ktoś chce się zakuć w kajdany ostatniej legalnej formy niewolnictwa ale osobiśćie nie odczuwam wielkiego entuzjazmu na widok sukien ślubnych... chyba, że tych od Oscara de la Renty. No cóż... nie pozostaje mi nic więcej jak tylko życzyć młodej parze szczęścia na nowej drodze życia... A tego będzie potrzeba im mnóstwo.
Buziaki... Wasza Baby.;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz