wtorek, 30 sierpnia 2011

Somehting stupid.

Cóż może być bardziej bulwersuącego niż gdy w życie małego, prowincjonalnego miasteczka, w którym życie kręci się wokół cyklicznie odprawianych nabożeństw wkrada się zło w najczystszej postaci. Pewnego dnia o dawno nieużywanego lokalu wprowadza się młoda kobieta  dzieckiem. Ścigające ją demony zaganiają ją aż tu, wbrew niezbyt otwartej społeczności i pragnącego jej klęski targanego namiętnościami księdza otwiera sklep z czekoladkami. Szybko zaskarbia sobie serca wiernych i łaknących nieco barwy w swojej szarej egzystencji ludzi. Wtedy pojawia się przystojny i dumny cygan oraz rezolutna starsza pani. Co wyniknie z tego? Zapewne pełna grzesznych małych uciech powieść zatytułowana "czekolada" Joanne
Harris. Doczekała się bardzo udanej ekranizacji w której w rolę przystojnego cygana wcielił się Johny Deep. Jego pełne czaru i uwodzicielskie spojrzenia oraz słodka czekolada podbiły moje serce na dobre. Kontynuacją powieści jest książka "Rubinowe czółenka". Równie pełna wdzięku i aromatu Francji... Zatem drogie panie i panowie... usiądźcie w wyodnym fotelu z filiżanką czekolady i pozwólcie się wchłonąć atmosferze tych powieści. A gdy już skończycie polecam film... Polecam wam dziś tę właśnie powieśc ponieważ nic nie działa lepiej na niepokoje serca niż czekolada i romans...
Buziaki, Wasza Baby:*

poniedziałek, 29 sierpnia 2011

bilokacja...

Dziśwyjątkowo umieszczam dwa posty ponieważ wczoraj nie byłam w stanie. To przypomina trochę wzięcie dwóch pigułek gdy się o jednej zapomiało ale cóż. Leżę w łóżku i słucham Michaela Buble. Uwielbiam jego zmysłowy głos jakby wyjęty z lat 60tych może nawet wcześniejszych... leżę i myślę jaką książkę by wam polecić na taki piękny wieczór jeśli spędzacie go samotnie... i nieświadomie natchnęła mnie moja przyjaciółka. Tak więc polecam wam książkę Kate Mosse " Grobowiec" nie chodzi mi o słynną top modelkę lecz o utalentowaną pisarkę, która umiejętnie lączy wątki kryminalne, nieco fantastyczne, historyczne i miłosne tworząc niesamowity i przyjemny w odbiorze koktajl. Grobowiec jest mimo swojej prostoty złożony. Autorka umieszcza obok siebie historie dwóch młodych kobiet, które łączy bardzo specyficzna talia kart tarota oraz Debussy. Polecam również dla miłosników historii " Labirynt" ma strukturę podobną do "grobowca" ale jego tematem jest poszukiwany od wieków Święty Graal. Autorka ma na swoim koncie kilka bardzo udanych powieści ale te dwie najbardziej do mnie przemawiają. Relaksując się przy boskim Michaelu i kieliszku wina zagłębiam się w kolejnej lekturze, którą polecę wam być może już całkiem niedługo. Ale zanim na dobre odpłynę między karty książki... chociaż zupełnie tego nie pojmuję ale są ludzie którzy nie lubią czytać. Koniec sierpnia jest smutnym czasem dla uczniów ale za to zwiastunem nadchodzących wielkimi krokami emisji nowych sezonów seriali. Moimi faworytami obecnie są "plotkara", "pamiętniki wampirów" oraz możliwe, ze skuszę się na "glee".  Razem z koleżankami ze studiów jesteśmy niepoprawnie zakochane w Chucku Bassie. O kim mówię? Naturalnie o jednym z głównych bohaterów serialu "Plotkara". Co powstanie gdy: zbierzemy grupkę zblazowanych i rozpieszczonych do bólu nastolatków z niemalże nieograniczonym budżetem, elitarną szkołę, problemy z rodzicami, narkotykami, alkoholem i samymi sobą? Hmm otórz otrzymamy wiele interesujących scen ukazujących zawiłe życie manhatańskiej elity, do tego szczypta naleciałości z Brooklynu i jedną tajemniczą niemalże wszechwiedzącą, bardzo wścibską osobę tytułową plotkarę. Na kilkadziesiąt minut zatracasz się w świecie pięknych i bogatych. "pamiętniki wampirów" hmm tak... najlepiej opisujące ten seria słowa? Dwóch braci wbrew pozorom Stefan nie jest tak biały a Damon nie jest tak czarny. Jedna mająca pecha nastolatka, która na swoje nieszczęście jest klonem psychopatycznej wampirzycy, którą chce wykorzystać pół wilkołak i pół wampir. Wampiry, wilkołaki, czarownice i miasteczko o złej lokalizacji. Czasami irytująco, drażniące i mdłe uwielbienie Eleny( głwnej bohaterki) do Stefana... ale zawsze można oglądać ze względu na Katerinę i Damona. O "Glee" nie mogę powiedzieć wiele ponieważ oglądałam tylko kilka odcinków ale zapowiada się smaowicie ponieważ gdzie są intrygi tam jest dobra zabawa...
Buziaki, wasza Baby:*

Monday morning....

Obudzona kilka minut po piątej przez ukochaną babcię, nadal mając w żyłach wypite w nadmiarze dnia poprzedniego koktajle bananowe z wódką siedziałam z kawą i podziwiałam ludzi, którzy w poniedziałkowy poranek może po równie udanych imrezach jak ta na której byłam ja idą szarzy i zmęczeni do pracy. Teraz widzę jak mniejsze i większe grupki dzieci i młodzieży gnają gdzieś żeby złapać te ostatnie chwile wakacji. A ja? no cóż przede mną jeszcze miesiąc wolnego... nie do końca co prawda ponieważ czekają mnie praktyki ale to zawsze dodatkowy miesiąc bez kolokwiów i monotonii uczelni. jak już wspominałam wczoraj byłam na imprezie ale wcześniej odwiedziłam siostrę mojego taty. kilka godzin w samochodzie i znalazłam się w innym świecie. w okolicy Serpelic nad Bugiem czas płynie wolniej... gdzieniegdzie rozsiane maleńkie wioseczki i piękna, dzika rzeka. ruch na drodze graniczony do minimum i nijak się ma do dróg w okolicach dużych miast. W ośrodkach wczasowych wypoczywali amatorzy ciszy i spokoju, łowienia ryb i obcowania z naturą. W takich miejscach można się czuć wyjętym z całego pośpiechu. siedziałam na trawiastym brzegu z dobrą książką... i właśnie do tego momentu zmierzam cały czas. Cała rzesza kobiet a nawet mężczyzn kojarzy Emily Griffin z goszczącym niedawno na ekranach kin obrazem " Pożyczony narzeczony" owszem jet to ekranizacja jednej z powieści tejze autorki a mianowicie " coś pożyczonego". Książka ta różni się bardzo od filmu. Zachowany jest główny wątek ale brakuje mu czegoś co daje książka. Może krótko streszczę fabułę dla tych co nie mieli przyjemności zetknąć się ani z jednym ani z drugim. Były sobie dwie przyjaciółki, Rachel i Darcy. Rachel: spokojna, nieśmiała, zawsze ta druga po zachwycającej, błyszczącej niczym Gwiazda Darcy. różniły się jak dzień i noc ale zostały przyjaciółkami. Rachel poznaje na uczelni Dex'a zanim zaczyna się główna akcja i oczywiście zauroczona nim w końcu zakochuje się bez pamięci i tu na scenę wkracza Darcy. To ona zdobywa serce Dex'a i piękny pierścionek zaręczynowy. Wszystko zmierza do pięknego finału lecz na urodzinach Rachel gdy ona sama mocno odurzona alkoholem i odwożona przez narzeczonego przyjaciółki idzie z nim do łóżka. Ona ma wyrzuty sumienia, on nie... ona uparcie twierdzi że byli kompletnie pijani a on nie. Co wyniknie z tej poplatanej historii miłosnej? O tym musicie się przekonać już sami czytając książkę. Dla tych, którzy bedą czuli niedosyt, jest druga część tej powieści zatytułowana " Coś niebieskiego".  Ta część ukazuje całą sprawę z punktu widzenia egoistycznej Darcy. Ja przeczytałam obie i byłam nimi zachwycona. Oczywiście polecam wam książki oryginalne, czyli napisane po angielsku mają te trudne do uchwycenia dla tłumacza momenty bez których może nam brakować czegoś w książkach. Korzystajcie z ostatnich dni urlopów, wakacji czy może rozkoszujcie się po prostu kolejnym poniedziałkowym porankiem.
Buziaki, Wasza Baby.

sobota, 27 sierpnia 2011

Sierpniowe białe popołudnie...

Wracałam włąsnie z sobotnich zakupów gdy zauważyłam, ze moją bramę zastawia małe starodawne autko przyosdobione gustownymi bukietami w stylu retro... zaklęłam nieładnie ale postanowiłam nie dać się ponieść emocjom i wysiadłam aby wyjaśnić tą sprawę. z nieba mimo popołudniowej godziny nadal leje się żar a ja muszę dusic się w moim autku tuz obok domu, w którym matka klimatyzacja dba o komfort? Tak więc podeszłam do w miarę kompetentnie wygądającego mężczyzny i grzecznie pytam" czy mógłby pan przestawić auto ponieważ blokuje moją bramę?" W odpowiedzi tylko otrzymałam kpiace uniesienie brwi i zupełnie aroganckie zignorowanie mnie. Wtedy z podwórka sąsiadów wychodzi a w zasadzie wybiega kamerzysta... za nim dostojnym krokiem odprowadzani graną na akordeonie jakąś wiejską melodią wychodzą oni... bohaterowie dnia. Ona: ufryzowana jak pudel w sukni przypominającej bezę, z bukietem który jest niewiele mniejszy od sukni z welonem ciagnącym się po trawie i uśmiechem godnym reklamy pasty do zębów. On: mniej entuzjastyczny obejmuje ją idąc jak skazaniec na szafot... idealny grafitowy garnitur precyzyjnie przycięte włosy i wypastowane buty. za nimi idą świadkowie. młoda dziewczyna w zwiewnej różowej sukience ze swoimi blond włosami i zarumienioną cerą przypomina niebezpiecznie Miss Piggy, obok niej kopia pana młodego. Zapewne jego młodszy brat. Zatem cała ta grupka zbliża się do auta blokującego moją bramę... następuje oficjalne zapakowanie młodej do środka co wcale nie wydaje się być proste ze względu na rozmiar jej sukni. " mogli wynająć limuzynę" rzucam złośliwie na co gburowaty kierowca parska śmiechem. w końcu odjeżdżają... wsiadam do autka i wjeżdżam do garażu. Teraz zastanawiam się co właściwie popycha ludzi do małżeństwa. Miłość? Hmm naukowcy twierdzą, że to tylko efekt wzajemnej chemii, o której tyle się mówi a potem to już tylko przywiązanie. Kilka miesięcy przygotowań dla kilku godzin zabawy i komplementów na temat urody panny młodej. Złoty interes, który kwitnie od wieków. Nie mam nic przeciwko temu, że ktoś chce się zakuć w kajdany ostatniej legalnej formy niewolnictwa ale osobiśćie nie odczuwam wielkiego entuzjazmu na widok sukien ślubnych... chyba, że tych od Oscara de la Renty. No cóż... nie pozostaje mi nic więcej jak tylko życzyć młodej parze szczęścia na nowej drodze życia... A tego będzie potrzeba im mnóstwo.
Buziaki... Wasza Baby.;)